Sąsiedzki spór, który skończył się grzywną
Wyobraź sobie ulicę, gdzie niemal każdy ruch mieszkańców i przechodniów jest nagrywany przez cudze kamery z obrazem i dźwiękiem przez całą dobę. Taki właśnie spór sąsiedzki doprowadził do decyzji Prezesa UODO DKE.561.4.2026, w której nałożono na osobę fizyczną administracyjną karę pieniężną w wysokości 26 711 zł za niewykonanie ostatecznego nakazu zakończenia monitoringu. Nie jest to typowa „kara za monitoring”, ale sankcja za zignorowanie decyzji organu nadzorczego wydanej na podstawie RODO.
Co dokładnie zdecydował Prezes UODO?
Decyzja dotyczy pana B.E., właściciela posesji w Warszawie, który zamontował system kamer obejmujący nie tylko jego nieruchomość, ale także drogę publiczną i kilka sąsiednich działek, rejestrując wizerunek i głos mieszkańców. Wcześniejsza decyzja z 21 października 2025 r. zobowiązała go do zaprzestania takiego przetwarzania danych osobowych sąsiadów i usunięcia nagrań z systemu. Nakaz stał się ostateczny w grudniu 2025 r. poprzez doręczenie fikcyjne, ponieważ właściciel nie odebrał korespondencji po dwukrotnym awizowaniu, co według k.p.a. uznaje się za skuteczne doręczenie.
Mimo to monitoring był kontynuowany, a kamery po interwencji policji zostały ponownie zamontowane. Sąsiedzi udokumentowali to na zdjęciach i opisali w materiałach wideo dostępnych publicznie. Prezes UODO wszczął z urzędu kolejne postępowanie, tym razem dotyczące nałożenia kary za niewykonanie nakazu, powołując się na art. 58 ust. 2 lit. d oraz art. 83 ust. 6 RODO, które przewidują za takie naruszenie grzywnę do 20 mln euro.
Rozliczalność i ciężar dowodu: dlaczego kara była możliwa?
Sedno uzasadnienia to odwołanie się do zasady rozliczalności z art. 5 ust. 2 RODO. Administrator musi udowodnić, że działa zgodnie z prawem i wykonał nakaz organu nadzorczego. UODO podkreślił, że tylko właściciel kamer ma dostęp do systemu i tylko on może potwierdzić usunięcie danych oraz faktyczne zaprzestanie monitoringu. Organ nie ma możliwości sprawdzenia tego na prywatnych urządzeniach. Ponieważ po prawidłowych wezwaniach nie przedstawiono żadnych dowodów zgodności, uznano, że naruszenie nakazu trwa nadal, co uzasadnia nałożenie kary z art. 83 ust. 6 RODO.
Organ wyraźnie zaznaczył, że wielokrotne nieodbieranie oficjalnej korespondencji nie chroni adresata przed odpowiedzialnością, ale jest traktowane jako poważne i długotrwałe zaniedbanie. W decyzji napisano między innymi, że „blisko półroczny, niczym nieusprawiedliwiony, stan niewykonania nakazu Prezesa UODO należy uznać za długi” i traktować jako okoliczność obciążającą przy wymiarze kary.
Jak ustalono wysokość kary i dlaczego sprawa jest ważna?
Ponieważ ukarany nie przekazał żadnych informacji o swoich dochodach ani majątku, UODO przyjął za podstawę wymiaru grzywny „przeciętną” sytuację finansową osoby fizycznej. Organ oparł się na przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniu w gospodarce narodowej w 2025 r., które wynosiło 8 903,56 zł, i ustalił karę na jego trzykrotność, czyli 26 711 zł. To odpowiada około 6 358 euro i stanowi około 0,03% maksymalnego limitu ustawowego. UODO uznał tę kwotę za „skuteczną, proporcjonalną i odstraszającą” w stosunku do skali naruszeń i liczby osób objętych nieuprawnionym monitoringiem.
Sprawa ma znaczenie wykraczające poza jedną ulicę. Media i komentatorzy podkreślają, że to pierwsza tak głośna kara Prezesa UODO związana z prywatnym monitoringiem i zignorowaniem ostatecznego nakazu organu. Decyzja przypomina też, że wyjątek „domowy” z RODO nie dotyczy sytuacji, gdy kamery obejmują przestrzeń publiczną lub cudze nieruchomości. W takich przypadkach pełną odpowiedzialność ponosi administrator danych.
Jasny sygnał dla właścicieli kamer
Decyzja DKE.561.4.2026 to jasny sygnał: prywatny monitoring nie może naruszać prywatności sąsiadów i przechodniów, a ignorowanie prawomocnego nakazu organu nadzorczego kończy się poważną karą finansową. Pełna treść decyzji, wraz z uzasadnieniem prawnym jest dostępna w serwisie
Orzeczenia UODO